«powrót

Trzciana: legenda o diabelskim kamieniu

Podczas potopu szwedzkiego zostały w Trzcianie doszczętnie spalone zabudowania klasztorne i kościelne należące do zakonu kanoników regularnych. Kiedy nawała wojenna osłabła, miejscowy lud postanowił własnymi siłami odbudować zniszczenia i wznieść nowy kościół.

Każdy z mieszkańców przeznaczał coś na zbożny cel, jeśli nic nie miał, to ofiarował przynajmniej robociznę. Pośpiech w budowaniu świątyni i ludzki zapał nie były w smak czarnym mocom piekieł, które postanowiły wszystko zrobić, by przeszkodzić w dokończeniu dzieła.

Gdy budowa dobiegła końca, w przeddzień uroczystości poświęcenia kościoła, wyznaczony przez Lucyfera bies miał pokrzyżować budowniczym plany. Diabeł usiadł na wzgórku po drugiej stronie świątyni i zaczął rozmyślać, co by tu takiego zrobić, by szybko i skutecznie zniszczyć pracę ludzi. Myślał, myślał…i wymyślił. Wzbił się w powietrze i wypatrywał z góry ogromnego głazu, którym chciał zburzyć wspaniałą budowlę. Długo latał nad polami i lasami, lecz nie znalazł nic odpowiedniego. Wreszcie zobaczył potężny kamień w kopalińskim lesie. Usiadł na nim i czekał do nocy, bo nie chciał, by ktokolwiek zobaczył go w powietrzu z takim ładunkiem. Po zmroku, gdy już wszyscy spali, pochwycił głaz w diabelskie szpony i z trudem uniósł do góry. Starannie omijał wioski i leciał nad lasami, choć w ten sposób nadkładał drogi. Właśnie mijał las na Wichrazu i był już o przysłowiowy krok od odbudowanego klasztoru w Trzcianie, gdy nagle ukazała mu się przepiękna Biała Pani, której płaszcz spowijał opiekuńczo nowo wybudowany kościół. Przerażony niespodziewanym spotkaniem czart wypuścił ze szponów kamiennego olbrzyma. Głaz spadając ze znacznej wysokości zarył się w ziemię i leży tam, w lesie na Wichrazu, aż do dzisiejszego dnia, przypominając to wydarzenie sprzed 4 wieków, a wzniesiona wówczas świątynia służy wiernym do chwili obecnej.

© 2005-2007 Katolicka Agencja Informacyjna. Wszelkie prawa zastrzeżone.